book - - about me - love

time. >> piątek, 23 grudnia 2011 22:27:04

Przez trzy miesiące życie może się diametralnie zmienić, można doświadczyć wiele nowego, a przede wszystkim zrozumieć czego tak naprawdę chcemy.

W październiku trochę mną zakołowało. Przeprowadzka, pierwszy rok studiów, nowi ludzie, nowe miejsca, nowe doświadczenia, zmiana trybu życia, a przede wszystkim nieodparta ambicja, która ciągle o sobie przypomina.

Spędzając niejedną noc nad książkami i notatkami z piątym kubkiem gorącej owocowej herbaty czy też bawiąc się do rana w klubie, mogę stwierdzić, że studia są najlepszym okresem w moim życiu. I choć minęło tylko trzy miesiące to wiem, że matematyka jest tym czym mogę i chcę się uczyć. Cała reszta to wisienka na torcie. Można nawet powiedzieć, że wracanie zatłoczoną piętnastką czy też cztery sześć jest przyjemnością. W sumie jedzenie codziennie spaghetti czy też ryżu z warzywami nie jestem niczym złym. W końcu studenckie jedzenie ma to do siebie, że jest proste, szybkie i nie wymagające zbyt dużo czasu. I choć uwielbiam powroty do domu, gdzie mamunia dba o swoje kochane dzieciątko robiąc mi najpyszniejsze dania oraz gdzie mogę wyspać się na moim kochanym, twardym łóżku, a przede wszystkim spędzić czas w moich zacisznych czterech ścianach, w których nie słychać biegającego psa nad głową czy też all time latających samolotów na Lublinek, to lubię też powroty do study home. W zasadzie, to po prostu lubię moje życie. Dodatkowo spotykając fajnych ludzi na swojej drodze, możemy wiele doświadczyć i przeżyć niesamowite chwil, które powodują, że wskaźnik naszego humoru rośnie wciąż w górę!


I choć spontaniczność jest piękna to czasem trzeba odpocząć od szybkiego życia.



komentarze [0]

górskie marzenia. >> sobota, 16 sierpnia 2008 20:17:37
Zasiedziałam się na ławce z widokiem na pasmo gór, z kubkiem gorącej herbaty i spokojem wczorajszego jutra. Przyjemnie jest się czasem unieść ponad widnokrąg ludzkiego świata. Wtedy marzę o tym, na co mam ochotę - na spacer po ukochanym miejscu na ziemi, na szum potoku, na odrobinę zapomnienia. Przyjemnie jest wdychać górskie powietrze i cieszyć się jak nigdy z wrzeszczących dzieciaków. W takim miejscu nawet brak internetu, komórki i codzienności nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie - cieszy. Tam jest się wolnym ptakiem uśmiechającym się do przechodniów.
Trampki na nogach, wypchany plecak, aparat na szyi. Z mapą w reku przemierza się kolorowe szlaki. Góry i doliny. Deszcz i słońce. Nie zważa się na ból nóg, na pogodę. W nagrodę otrzymuje się nieziemskie widoki.
Uwielbiam góry. Nie muszę, co chwilę mówić cześć i dzień dobry. Nie pytam co u Ciebie?. Nieznajomi, nieznajome. Twarze pełne relaksu i uśmiechu. Setki gospodarstw, a z nich ulatujący głos owiec, krów, koni. Unoszący się od nich zapach. Sam klimat górski odstresowywuje człowieka. Tak, od tak.
Już mi się tęskni za tymi pełnymi energii, życzliwości i radości góralami. Tam nie czuję się pychy i zazdrości. Tam jest spokojnie. Dlatego tak lubię tam być.


komentarze [2]

adrenalina? >> piątek, 25 lipica 2008 20:11:52
Codziennie przechodzę przez to szare miasto, gdzie dziura na ulicy dziurę pogania. Na noc zwijają asfalt, a psy dupami szczekają. Źrenice powiększają się podczas spotkania oko w oko ze znanym bandziorem. Co druga ławka, to miejsce dla osób pijących. Przejście koło nich oznacza ich zbędny komentarz i oderwanie od butelki. Miasto przesiąknięte jest zapachem nikotyny, spalin i braku higieny. W powietrzu grasuje duch niesprawiedliwości i pychy, stąd ta próżność u ludzi. Nie wiesz czy za chwilę ktoś nie włoży Ci w plecy noża czy nożyczek. Zawsze można otrzymać podarunek w postaci uderzenia pałką w głowę. Nawet największy twardziel boi się czasem przejść przez nieoświetloną drogę. Tak nie znoszę tego miasta.

komentarze [1]

bo ... >> wtorek, 22 lipica 2008 20:13:01
Jesteś młody - tańcz i baw się . Przyjemnie jest czuć, że nasze serce ma niecałe szesnaście lat. Nie musimy się martwić o zmarszczki, czyli wygląd niewyprasowanej koszuli. Obowiązkowo chodzimy do szkoły, gdzie każą nam wkuwać daty historyczne, anatomię człowieka i reakcje chemiczne. Mimo wszystko lepszą karą jest liceum niż studia, bo albo zdasz kolokwium albo wylatujesz. Nie mamy na głowie zapłacenia opłat za mieszkanie i telefon komórkowy. Jesteśmy młodzi. Nasz podstawowy obowiązek to zabawa. Powinno się na nas krzyczeć, gdy nie chcemy iść na szkolna potańcówkę czy pizze z kolegami. Zamiast nakazów - ugotuj obiad - do naszych uszu powinny docierać słowa - tańcz i baw się. Nasze twarze powinny pobierać z otoczenia dostępny tlen - szczęście, nadzieje, miłość. Ten złowieszczy i niesprawiedliwy świat powinien być wrzucony do ogromnego wora, a on do jeziora. Choć odrobina pokory zapewne nikomu by nie zaszkodziła. Mimo co, mamy jednak wszelkie prawa, obowiązków jednak znacznie więcej i to nie są wcale przyjemne rozkazy, lecz ciężka praca. Ona jednak kształtuje młodego człowieka do przetrwania w tym trudnym świecie.

komentarze [1]

inaczej. >> poniedziałek, 21 lipica 2008 20:16:08
Inaczej niż zwykle. Krzątam się w tę i z powrotem, niepotrafiąc znaleźć sobie miejsca. Minęło już trzydzieści dni wakacji, a we mnie siedzi europejski leń i ma w nosie to i owo. Nieważne, że nic się jeszcze nie działo. Już niedługo. Jeden, dwa, trzy dni. A może już za moment wyjdę z domu i krzyknę na głos -chce skakać-. Hę?

A przez szybę okna wpadają promienie słońca, które wydobywają unikatowe marszczenie czoła i uśmiech. Dodatkowo w żyłach pulsuje indyjska muzyka doprowadzająca do szału. Pozytywne emocje. Ruch nadgarstkami, nogami, głową. Właśnie wtedy ciało stopniowo się relaksuje i odbiera z otoczenia niesamowitą energie, z która dzieli się z ludźmi. Przez uśmiech, przez mrugnięcie okiem.

Bo ochota nauczenia się języka Hindi jest ogromna. Wsiąść w samolot i lecieć do Bombaju. A tam jeździć Pietrusami po ulicach miasta.


komentarze [2]

Smak miłości. >> wtorek, 1 lipica 2008 20:14:55
Narobiłeś mi smaku na miłość jak małemu dziecku chęci na zabawkę. Cieszy mnie jednak aromat wczorajszej rozmowy. To nie tak, że nie podoba mi się w Tobie kolor oczu, bo z tego całego zamieszania, zapomniałam im się przyjrzeć. Twój niebanalny uśmiech uwieczniony mam w kadrze aparatu. Zachwyciłeś mnie swoją charyzmą. Jeżeli coś robisz, starasz się, aby to było zabawne, jednocześnie nie ubliżając innym. Nie znamy się długo, a tyle o sobie wiemy. Rozkoszuję się tą chwilą, kiedy podałeś mi dłoń i poczułam bijące od niej ciepło. Jesteś moim małym marzeniem.

komentarze [1]

>> niedziela, 8 czerwca 2008 17:01:42
Dzieli nas jutro. Znów staniesz niedaleko mnie, spojrzysz i speszony wzrok położysz na ramieniu innej osoby. Przecież już nie raz, nie wiedzieliśmy gdzie umieścić nasze oczy, aby nie było jak w romantycznym filmie. Ale tylko ja marzę o tym by nasz portret tworzony późnym wieczorem okazał się realistyczną historyjką. Wszedłeś w moje życie jak błyskawica. I nie wiem czy chcę abyś odszedł. Na razie mogę tylko marzyć.

Byłaś taka mała.
Miałaś może cztery lata.
Miałaś piękny, długi blond warkoczyk.
Mama zawiązała Ci go czerwoną kokardką.
A mogłaś się śmiać.
Mogłaś mieć przyjaciół, którzy by Cię szanowali.
Niestety.
Zostałaś w pamięci tylko rodzicom, dziadkom i wujostwu.
Ale oni teraz ciszą się z Tobą tam, u Boga.


komentarze [0]

>> poniedziałek, 12 maja 2008 10:30:23
Przyjechała. Byłyśmy trzy. Wszystkie trzy. Każda z akcentem zieleni. Poszłyśmy na pola. Marudziła cały czas, że jest zmęczona. Krzyczała, kiedy przeleciała koło niej mucha czy osa. A my śmiałyśmy się z niej. Ogromne hektarowe pole. Dmuchawce, mlecze. Miałam aparat. Chciałam zrobić jej pamiątkowe zdjęcie. Ale ona się na to niezgodziła. Mimo wszystko i tak je ma. Tyle, że jak rozmawia z mamą o powrocie. Zatem skoro nie miała ochoty na zdjęcia, została fotografem. Z Eweliną biegałyśmy po polach. Dmuchałyśmy sobie w twarz. Śmiałyśmy się w niebogłosy. To nie ważne, że niebo zostało przejarane. Nie liczy się to, że któraś fotografia z kolei to rozmazane arcydzieło. Najfajniejsze jest to, że była. Marudziła nam w kółko. Rozmawiała przez telefon, co kilkanaście minut. Śmiała się. Dużo mówiła i nakrzyczała na mnie, kiedy chciałam jej coś opowiedzieć zamiast ująć białego motyla. Mimo wszystko z Nią zawsze jest wesoło.

Ja, ona i ona.
Było błękitne niebo i mnóstwo kudłatych chmur.
Ciągła paplania i przekrzykiwanie się.
A najfajniejsze było to, że znów mogłam posłuchać jej marudzenia.
Brakowało mi tego.

komentarze [1]

>> poniedziałek, 28 kwietnia 2008 11:23:09
Długie blond loki opadały na delikatnie opalone ramiona. Oczami wiodła po błękitnym niebie. Miała letnią, białą sukienkę. Zielona polana, na której siedziała liczyła z dwa hektary, a ona siedziała na samym środku, na górce. Czuła ukojenie. Słońce prażyło jej dłonie, stopy. Obok niej spoczywała czerwona róża. Piękna, rozwinięta. Spoglądała na nią, co jakiś czas, a częściej na telefon. Milczał. Żadnego sygnału. Spuściła głowę, położyła się na plecach i zamknęła oczy.
Minął kwadrans, ona leżała. Minęła godzina, ona leżała. Szedł. Ułożył się głową do niej. Miał zielona koszulę i krótkie spodenki. Wylegiwali się tak dwadzieścia minut. Wstał, a róże, którą przyniósł, położył na jej brzuchu. Nic nie powiedziała, nie otworzyła oczu. Zobaczył tylko, że po jej policzku spłynęła łza. Pocałował ją, szepnął przepraszam i odszedł. Czując, że się oddala spojrzała na kwiat. Wrzuciła wszystko do torby, pobiegła. Złapała za rękę i cicho rzekła Kocham Cię. Zdziwiony i uśmiechnięty, stanął. Spojrzał na nią. Ona położyła się kawałek dalej. Łapiąc ją za rękę wtuleni spoglądali na latające ptaki. Leżeli tak do zachodu słońca. Mimo delikatnego chłodnego wiatru odpoczywali. Mieli siebie, chwilę, która trwała tak długo dopóki, dopóty sami jej nie przerwali.

komentarze [2]

>> piątek, 4 kwietnia 2008 18:11:24
Wiele trzeba skosztować, aby poczuć prawdziwy smak. Ta droga, którą codziennie pokonuję, dokładnie inwestuje w nieskończoność emocji. Pozwala brać garściami życie, nie krzycząc na mnie w kółko: Tego nie możesz. Rzuca mi pod nogi kłody, abym wreszcie nauczyła się pokory. Jak uwydatnić, a jak zakryć te cechy, które koszmarnie wpływają na wizerunek człowieka. Wie, w jaki sposób wyszlifować wady, robiąc z nich idealne zalety. W odpowiednim momencie daje mi kopa, bym nie odpłynęła za daleko, w głąb tej ludzkiej krainy szczęścia. Sprowadza mnie na ziemię do takiego stopnia, że czuję ją pod stopami, a zarazem mogę rękami dotykać niebiańskich chmur. Z radością łapie mnie codziennie za rękę i biegnie przez cały dzień. Oddając się wolności nastego wieku biegnę razem z Nią.

komentarze [2]

>> środa, 26 marca 2008 21:20:04
Chwile, które trwają sekundy.
Delikatne płatki śniegu zatrzymane na szarych parapetach okien. Kolejna kostka zmartwień wrzucona w podróżny plecak. Zmęczenie ułożyło dłonie na oczach. Kompletność - brak sensu. Siedziała na ławce. Z odległości oglądała problemy przyjaciół. Widocznie niepotrzebnie wlewała kolejną kroplę do kubła. Oni mieli się wspaniale, to ona miłosiernie chciała im pomóc. Ci zaczarowani, prawdziwi, biegali po zielonych łąkach głośno krzycząc. Nie potrafili opanować radości, a ich kłopoty odeszły tak jakby ręką odjął. Stała się odrzucona. Taka stara lalka, w podartych ciuszkach, włosami upiętymi w dwie kiteczki. Zastąpiona nową, zmechanizowaną lalą, która może pomachać rączką.

Czekam na słoneczną pogodę. Spakuję w torbę rzeczy. Odpocznę.


komentarze [2]

>> wtorek, 18 marca 2008 16:34:16
W życiu są sprawy łatwe i trudne.
Każda z nich ma swój początek i koniec.
Jedne rozwijają sie powoli i trwają długo.
Inne zaś początek biorą nachalnie i szybko się kończą
.
Nie zawsze gdy coś się kończy, inne się zaczyna. Nie musi być tak, że meta x jest startem y. Zdarza się, że niekiedy to coś bierze swój początek w mecie.
Nie lubię gdy pewne sprawy muszą wziąc swoj koniec. Daną rzecz obejmuje wieczne wspomnienie. Nie wymażesz go, jak kreskę narysowaną ołowkiem, gumką. Zostaje, a o sobie mówi w przypadkach.
Są jednak sprawy po których herbata ma inny smak, znacznie lepszy.

komentarze [3]

>> czwartek, 13 marca 2008 20:22:15
-Nie płacz.
-Nie płaczę.
-A te łzy?
-One ...
-Obiecaj, że nie będziesz płakać.
-Obiecuję.
.

Na niebie utworzyła się paleta letnich farb. Delikatność wiosennego wiatru rozwiewała pojedyncze kosmyki włosów. Ciepłe promienie słońca uderzały w zasmucone twarze ulicznych. Nad kopułą ceglastego domu, w niewielkim gnieździe, siedziały dwa bociany. Wysoko latały ptaki. Utworzyły się w długą strzałę i gnały prosto przed siebie. W cieniu ciszy, w dali, można ujrzeć piękność zieleni. Kilkadziesiąt drzew owocowych. Wysokie modrzewie, małe krzaki. Po niebieskim chodniku z kostki, przechodziło tysiące zabieganych ludzi. Nie mieli czasu spojrzeć na piękność otaczającego świata. Z ciężarem kłopotów i zmartwień, patrzyli na zakłuty w chwilę zegarek. Wybiła siedemnasta. Torby, zakupy, dokumenty. Brak czasu na spontaniczność i przelotny uśmiech do przechodzącego człowieka. Kompletna obojętność wobec dobra. Telefon w dłoni i ostatkiem wydartej potrzeby, wciskają klawisze. Sms lub krótka sieciowa rozmowa. A gdy wreszcie nadjedzie autobus, wcisną się do zatłoczonego pojazdu. Zakupią bilet, skasują. Pomiędzy ściskiem, tworzą na twarzy zadumany wyraz twarzy. Tak dojadą do domu, gdzie rzucą toboły. Napiją się herbaty i znużeniem dnia, położą się spać. Gdzie tymczasem po drugiej stronie gwaru pustki szła dziewczyna. Niewielka, normalnej budowy. Wyglądała na optymistyczną piętnastolatkę. Jej oczy rozglądały się po niebie, rozszyfrowując ciekawe układy chmur. Jest drobne usta układały się w delikatny rogalik. Miała szary plecak. W dłoni trzymała spokój i chwilę wolnego czasu. Doszła do polnej drogi. Kilka metrów dalej była brązowa ławka. Usiadła na Niej. Wyjęła z plecaka blok, kredki, mazaki. Stawiała kreskę, kropkę, różne figury, chwilowo dumając, patrząc na przyrodę. Uczuciem było widać zadowolenie. Niebieskim mazakiem wykończyła rysunek. Spakowała. Wstała i spojrzała na zegarek. Dochodziła dwudziesta. Napojona odpoczynkiem wróciła.
Nie warto czasem przystanąć na chwilę, spojrzeć w świat na około?

komentarze [3]

>> poniedziałek, 10 marca 2008 21:33:27
Dziewieć łez niepoprawnej romantyczki ...
Była już prawie północ, gdy przyzwyczaiłam się do dwudziestu czterech godzin tego dnia. Nie zdążyłam spojrzeć w tył, a już jest dziś. Zaraz będzie jutro. Na dnie małej filiżanki, wczorajsze krople szczęścia. Swoje drobne ciepłe promienie przesyłam Ci drogą wzrokową. Wystarczy, że ujrzę, że Twoje maleńkie usta ułoża się w formę uśmiechniętego księżyca. Po prostu ...
Bądź szczęśliwa.
I Ty...
I Ty też.
Bądzcie szczęśliwi...
Tak bardzo bym chciała...


komentarze [2]

>> czwartek, 6 marca 2008 20:37:58
[ światło słońca blednie, księżyc jasno świeci ... ]
Wszędzie unosi się zapach miłosnych westchnień. Para dłoni splecionych niczym wiklinowy koszyk. Szczęśliwe oczy zapatrzone w siebie. Odgłos kołatającego serca. Wielokilometrowe spacery pośród zimnego wiatru, który nie jest odczuwalny ze względu na ciepły aromat miłości. Głośne szepty. Para. On i Ona. Oboje, który idąc przed siebie ubarwiają świat szerokim uśmiechem.

Ktoś kiedyś powiedział mi:
-Żebyś mi nie marudziła, że jesteś samotna.
Nie jestem. Jestem. Nie jestem.
Samotność pogłębia się we mnie. Zalewa mnie jak lawina, której nie jesteśmy w stanie zatrzymać. Nie nawidzę tego stanu. Doprowadza mnie do wewnętrznej furii. Każde miłosne scenki czy to filmowe przytulanki, czułe słowa czy prawdziwe, tu obok, dostarcza mi cudownej zazdrości. Nie chcę!
Miałam nie zazdrościć. Miałam się uśmiechać. Miałam się martwić o przyjaciół. Miałam mniej gadać albo gadać z sensem. Co się udało.? Martwienie o Gwiazdy.

Odejdz złowrogi....
Użyję swojego wzroku.
Skamieniejesz.
Zamienię Cię w posąg jak Bazyliszek.
I nic Cię nie uwolni.
Nic.
Uciekaj!


komentarze [2]

>> środa, 27 lutego 2008 16:52:20
Będzie lepiej - na pewno.
Stawiając wyzwania sponsorujemy sobie próbę wiary we własne siły. Czasami nasze cele są tak wielkie, że albo nie dajemy sobie z Nimi rady lub po prostu dochodzimy do wniosku, iż jest to dla nam zbyt duży ciężar. Warto jednak wierzyć, że może się udać, bo dlaczego nie.? Może, czasami wygramy tę rozgrywkę, a osiągnięty 'uśmiech' będzie argumentem do działania.
Ufam losowi, że przyjdzie dzień i uśmiechnę się do Niego szczerze. Złapie mnie za rękę, zaprowadzi do krainy szczęścia i powie: Ufasz, a więc ufam. Przeprowadzi mnie przez napełnioną nadzieją wioskę. Podaruje mi pęk czerwonych kwiatów. Będziemy się śmiali z historii, których zaserwuje mi na wieczorny spacer. A gdy złociste niebo będzie zachodziło zdejmnie z moich pleców troski, problemy. Założy natomiast na Nie tęczowy plecak z wielkim kolorowym workiem szczerych uśmiechów przyjaciół.


Czternaście dni, które nazywają się ferie nie były dla mnie dwoma tygodniami relaksu. Odpoczynek może był dla nauczycieli, którzy łaskawie zadali nam sto pięcdziesiąt trzy prace domowe. Musiałam pomóc w remoncie tacie i nie tylko w remoncie. Nauczyć się o ohydnej coffee, coffee. Tyle obowiązków spadło na mnie wciągu tych dni, że wstawałam o siódmej i jak gdyby za minutę kładłam się spać. Tą minutą było całe siedemnaście godzin.
Jedyny miły dzień to ten ostatni. Kilkunastu kilometrowy spacer w karmelowych promieniach słońca, poprzez tłok samochodów i szumu ogromnego lasu. Błotnista gleba i bajecznie zachodzące słońce po siedemnastej. Setki fotografii. Pies, baran, murzyn całujący niebo - i jak to chce tam nazwać. Powrót pośród ciemnego nieba i blasku jadących ciężarówek i samochodów osobowych. Jeszcze raz!


Kabhi Khushi Kabhie Gham.

komentarze [4]

>> wtorek, 19 lutego 2008 19:51:22
Czasem słońce czasem deszcz.
Miło jest czasem usiąść pod ciepłym kocem pośród ciemności dużego pokoju. Włączyć telewizor, a następnie obejrzeć pożyczony film. Z wczuciem obejrzeć każdy gest aktorów, a obojętność i pośpiech zamknąć za drzwiami.
Film czasem słońce, czasem deszcz jest wyjątkowym filmem. Indyjska biedna rodzina i bogacze. Syn największego i najbogatszego człowieka zakochuje się w pięknej, młodej dziewczynie. Przypadkowo. Wspaniałe stroje, muzyka, taniec. Łzy wylane przez wyrzeczenie się syna. Śmierć ojca. Rahul i Anjali pokazali, że miłość przezwycięża wszystko. Uczucie dwojga ludzi jest na tyle silne, że wyprowadzają się poza swój ojczysty kraj. Tam mieszkają bez błogosławieństwa ojca Rahul’a. Wracając, młodszy brat, Rohan, doprowadza do spotkania rodziców ze starszym bratem. Przeprosiny.
Film ten jest dla każdego, kto jest zakochany czy też nie. Dla osób szczęśliwych i załamanych. Starszych i młodszych pokoleń.

Jeśli chcesz w życiu stać się kimś,
jeśli chcesz coś osiągnąć,
jeśli chcesz wygrać,
słuchaj zawsze głosu serca,
a jeśli Twoje serce milczy,
zamknij oczy i pomyśl o swoich rodzicach,
a wtedy pokonasz wszelkie przeszkody,
wszelkie przeciwności,
wszystkie trudności znikną,
a zwycięstwo będzie Twoje, tylko Twoje.
.



Minął tydzień ferii. Cudownie. Jestem bardziej zmęczona niż jak chodzę do szkoły. Po szybie snują się mdłe krople deszczu połączone z płatkami śniegu. Na dworze plucha. Zimno przeszywa do kości. Urocze ferie.
Miałam jechac w czwartek do kina. A jednak, nie jadę. < przykro >

Twoje oczy i tak Cię zdradzają. Co czujesz do mnie .


komentarze [3]

>> wtorek, 12 lutego 2008 19:08:29
Za szczęśliwa by móc być szczęśliwa.
Siedziała na zimnej podłodze. Oparta była o rozgrzany kaloryfer. Dłońmi objęła nogi. Patrzyła na kupkę ubrań leżących na bordowych pufach na przeciwko Niej. Obok stało wielkie puste pudełko. Robiła porządek. Dziesiątki radosnych listów. Setki kolorowych zapisanych karteczek. Kapselki i nakrętki od Tymbarka. Drobne pamiątki z urodzin. Balony. Pamiętniki. 31 listopada 2006. - Sen, cudowny sen. Zamknęła. Drugi pamiętnik. Podsumowanie stycznia. Szczęście stanęło. Tak od tak. Miałam być szczęśliwa. Miałam. Będę.! Przecież ... 13 dni stycznia. To całe moje tegoroczne szczęście?. Zamknęła. Schowała wszystko do pudełka.
Co uzyskała z całej tej sytuacji? Z tego, że posprzątała w swoim dużym, tęczowym pudełku. Przejrzała listy. Było w nich wiele ciepła, uśmiechu. Ostatni list dostała kilka miesięcy. Ta ostatnia papeteria zdążyła być już w kurzu. Karteczki - miny i minki. Słowa i zdania. Karykatury i rozmowy. Śmiech i szczęście. Nakrętki ? Zaowocuj miłością lub Nic nie robić. Nie mieć zmartwień. Pamiętniki. Wspomnienia. Miłe i smutne. Dlaczego nie stawiła czoła temu snu czy innym krótkim słowom zapisanych na tych kartkach.? Czemu.?

Drugi dzień ferii.
Moje ferie jak zawsze będą pewnie na wariackich papierach.
Idz tu, idz tam.
Może kilka razy spotkam się z przyjaciółmi.
Posprzątam po remoncie.
Może pojadę do Darii.
Może pojadę do kina.
Może pojadę ...
Może ....

:*


komentarze [3]

>> wtorek, 5 lutego 2008 21:54:08
Czas, któremu stop-klatka nie działa.
Wyjęłam pamiętnik, aby zasięgnąc do przeszłości. Chciałam sobie przypomnnieć Walentynki z tamtego roku. Nie było napisane. Szkoda, moja pamięc nie zawsze jest niezawodna. Tyle co pamiętam to to, że byłam zakochaną dziewczyną z wodzącym wzrokiem po wszystkich korytarzach naszej łososiowej szkoły.
Byłam wtedy depresyjnie szczęsliwa. Przepłakiwałam wolne chwile, bo byłam zakochana - nieszczęsliwie!. Bo może skoro to coś, co miało się wydarzyć się nie stało, to może tylko dlatego, że się stać nie miało albo stanie się nieoczekiwanie.? Mam tak zawsze, jak zapomne to mam wszystko co chciałam. I nawet mi się to w niedziele sprawdziło. Głupi traf.

A wiem, że jak się zrobi cieplej to będzie cukierkowo.
Bo będzie świecić słońce.
Będzie radośnie.
Będzie kolorowo.
I będzie bardzo Red'sowo*.
Cukierkowo! :)



:***.



*Nie o piwo chodzi xD

komentarze [4]

>> czwartek, 31 stycznia 2008 19:47:06
Słowa są milczeniem.
Ile słów padło w moim pietnastoletnim zyciu. Niejednokrotnie to ja mówiłam i niedawałam dojść do słowa. Innym razem to ktoś rzuciał w moją stronę setki wyrazów. Czasami były to słowa puste, znaczeniowo dla nadawcy. Odbiorca brał bardziej do serca to milczenie. Innym razem to mówiący powiedział miłe słowo, gdzie osoba słuchająca puściła to z wiatrem. Czytając archiwalne wyrazy, zdania czy to w pamiętniku, na gadu-gadu nasuwa się cała setka myśli i uczuć.
Czytałam przed chwilą archium gg. Zauważyłam to teraz, juz po fakcie, że miałam racje. W tych rozmowach płyneła sama nadzieja dla mnie. Z tych ust chyba puste słowa Ona jest kochana, niepadają. A przynajmniej tak mi się wydaję. Setki może nic nie znaczących emotikonek :* czy też .tulę.. Dla mnie takie bezwrażeniowe słowa mają znaczenie.
Gdy czytam pamiętnik ściska mi serce. To takie cudowne uczucie byc zakochanym. Niestety minęło.
I jestem pewna, że to nie było zwykle oczarowenie.

Jesteś pustym klonem rzeczywistości.

komentarze [3]

>> wtorek, 29 stycznia 2008 20:22:14
Setki porozrzucanych starych kaset magnetofonowych. Melodia wczorajszych uśmiechów przeplata się ze łzami ciepłych wspomnień. Ufoność jest dla każdego. Pierwsze osoby, które padną ofiarą moch słów są wpisane do serca. Jesteście niczym kawałek papieru wrzuconego pomiedzy pozostałe kartki. Tym, którym zaufałam na wiecej, są całym zeszytem w wielkim pudle z przeszłościa.
Kiedy mówisz do mnie, spójrz mi w oczy. Jeśli kłamiesz nie spojrzysz, bedziesz się bał, że zobaczę Twoje rozszerzające sie źrenice. Jeśli się uśmiechasz do mnie, uśmiechaj się w wzdłuż i w szez. Zaufam Twojemu piekietnie bananowemu uśmiechowi i będę radowac się razem z Tobą. Jesli mi zaufasz, powiedz. Nie chcę abym przypadkowo zraniła Twoje zaufanie.

Czuję się nie-samotna.
Bo nie jestem, mam całe gorono otaczającyh mnie ludzi.
Śmiejemy się razem, rozmawiamy.
Ale do tej niesamotności brakuję mi jednego.
Jestem zakochana w swoim red'owym rowerze [wyda się dziwne?].
Rowerem w lato '07 przejechałam ponad 300 km. [to nie przechwałka!]
Nie lubię jak jest zima.
Nie mogę jezdzic.
Nie mogę być z Tobą na trasie.
W porywie ciepłego, letniego wiatru pędzić.
.

Czekam na gorące lato.


Frajer.!

komentarze [4]

>> poniedziałek, 28 stycznia 2008 21:54:04
Zaciskam mocno wargi. Stoje murem do całego świata. Jestem przeciwna tej cholernej niesprawiedliwości. Biegne, bo boje sie stać. Milczę, bo strach przed echem słowa jest większy niż cała społeczność. Jestem jakąś cząstką szczęścia. Dlatego radość we mnie gotuje się. Umiem skakać wyskoko, umiem śmiac się szeroko, ale latać jak kiedyś wysoko do góry, niepotrafię.
Kiedyś uciekłam tak daleko, że wybiegłam ponad wszystko. Czy powrót jest mozliwy ? Bo gdy wróce zagubię się w nowych Was. Nie wiem jacy jesteście, ale mam obraz Was jako biegających dzieciaków.
Czas płynie, zmieniamy się. To proste, ale dla mnie zbyt trudne, aby zrozumieć dlaczego jest tak a nie inaczej i czemu te szare dni kojarzą mi się znów z tym samym. [Juz nie jesteś zakochana. Nie chodzi tu o Niego. To inna sprawa. Bo wiem, że będzie pytanie *-* ]

Płaczę ...
Ze szczęścia.

W odpowiedzi na Twoj list.


komentarze [1]

>> niedziela, 27 stycznia 2008 19:47:19
Ostatni łyk herbaty z ulubionej filiżanki. Łyżeczka Coffee utopiona w fusach. Na kawałkach stłuczonego porcelanowego talerzyka leży świeczka o zapachu ananasa. Koloryzuje wnętrze i zapach ponurego powietrza. Pomiędzy pustymi czterema ścianami odbija się huk milczenia. Stoisz niczym na komendzie, ja siedzę po turecku. Na przeciwko. Patrzysz mi w oczy i zadajesz setki głuchy pytań, odpowiadam Ci milczeniem.
Jesteśmy niczym hiszpańskie słowo alergia. Nasze promienne uśmiechy zagłuszają dzika przestrzeń. Maleńkość wywyższa Nas ponad wszystko.

Wiesz, że Twój uśmiech to moja radość.
Wiesz, że Twój smutek to mój ból.
Bo co Ty to i ja.

:*


komentarze [3]

>> czwartek, 24 stycznia 2008 19:32:49
Zabraknie mnie tu na parę ładnych dni. Powód – zasadzie to żaden. Ale mam dość tego wirtualnego świata. Cóż czasami tak bywa. Moją twórczość wrzucę tu zapewne w sobotę albo w niedziele.

Nienawidzę, kiedy pada. Nienawidzę, kiedy jest tyle kałuż. Nienawidzę takiej pogody. Jest szaro - buro.
Ja chce lato. Ja chce słonce. Ja chce rower.
A zawsze jak coś chce to tego nie ma.
Został natomiast mój optymizm. Nawet Tymbark powiedział, że optymizm jest zaraźliwy.


Tańczę.!

:*


komentarze [4]

>> piątek, 18 stycznia 2008 17:06:30
Muzyka sprawia, że odpływam.
Przez nuty łączące się ze słowami gdzieś wynikniętymi z życia tworzą całość. Uwielbiam delikatną muzykę przez niektórych zwaną romantyczną. Ale tez takie, które kują w uszy. Ta siła, która budzi się we mnie jest niepowtarzalna. To chyba właśnie melodia daje mi płynność życia. Jestem uzależniona. Wiem, ale wcale mi to nie przeszkadza. Z muzyką czuję się pełniejsza. Mogę słuchać jej stojąc na przystanku, siedząc przy komputerze, czy tez zasypiając. Zasadzie to mogę ja mieć ze sobą niczym bagaż podręczny. Bez niej mogę uszy tęsknią.
Z małymi czarnymi słuchawkami, na wygodnym krześle, aktualnie w rytmie Feel słucham Jak anioła głos. Delektuje się …
Zabierzcie mnie do studia gdzie nagrywają!...

Listy – stara zatarta korespondencja.
Uwielbiam pisać listy. Może nie koniecznie umiem, ale kocham je dawać i oczekiwać na nie. Dziś napisze kolejny. Nie będzie na pewno to krótki list, będzie na pewno w nim zawarte dużo samokrytyki i podziękowań. A znając też mnie przeplotę to wszystko życiem aktualnym – jedną osobą.
Bo żyli tak jak każdy chciałby żyć.
Nie spieszyli się …
.

Moja Maleńka Promienista Gwiazdeczka ;*.


komentarze [4]

>> czwartek, 17 stycznia 2008 20:25:59
Mnie i Ciebie połączyła wrogość do dzielących Nas, odraziła przyjaźń do samych siebie. Pamiętam jak uśmiechałam się, gdy szedłeś koło mnie. Gdy polałeś się malinową herbatą, a potem słodko denerwowałeś się, bo śmiałam się z Ciebie. Kiedy to jedząc białą czekoladę, mówiłeś Moja ulubiona, a tak naprawdę wolałeś jej nawet nie dotykać. A gdy wkładałeś cytryne do buzi udawałeś twardziela, a tak naprawdę usta krzywiły Ci się we wszystkie strony. Podczas wycieczki rowerowej tak się śmiałeś ze mnie, że wyjechałam kiedyś w pole, a zaraz Tobie spadł łańcuch.
Nauczyłam się Ciebie na pamięć. Jakie robisz miny, gdy jesteś zły, a jak się uśmiechasz, kiedy biegniesz do mnie cały w skowronach. Że masz oczy niebieskie, a usta malinowe. Chcąc się ze mną spotkać piszesz Jest mi radośnie od tyłu. A gdy chcesz przytulić robisz minę kota ze Shreka. Jak jest Ci zimno chuchasz sobie w Twoje duże dłonie, a potem mnie łapiesz, bo Twoje ciepłe powietrze to mało. Twoja fryzura, gdy wstaniesz – niczym wkurzony Szopen. Uwielbiam Ciebie.
Uwielbiam Twoją magiczną zwykłość.

Życia się nie wróci. Nie cofniemy się do chwili przed chwilą. Nie mamy też czasowstrzymywacza, ani żadnego wehikułu czasu. Gdyby każdy chciał zatrzymać czy też cofnąć czas, świat stanąłby w poprzek, a my nie zaznawalibyśmy żądnych promiennych uczuć, sytuacji czy uśmiechów. Idźmy, więc do przodu, a każda zdechła i zepsutą chwilę zamieńmy w coś innego, z czego w przyszłości będziemy się śmiać. Wtedy poczujemy, że nic więcej Nam do życia nie potrzebne, bo w końcu, czego Nam jeszcze brakuje?

Cukierkowo.




komentarze [2]

>> wtorek, 15 stycznia 2008 20:51:18
Marzenia jak ptaki szybują po niebie.
Na pewno potrafisz wśród nich znależć siebie.
I wierzę, że kiedyś odgadniesz z tych marzeń.
Że chciałbym się z Tobą zobaczyć naprawdę.
.
[Lepiej nie czytajcie tego, ze wzgledu na brak spójności i złość w tym fragmencie notki.]
Nienawidze wymyslnych mamusiek i zarozumiałych córek. Glupoty ludzkiej nieznającej granic. Jak dziecko ma czterdziestostopniową gorączkę to w szkole jest, bo kujon stracić lekcji nie może. Jak się jednak nie nauczy to mamusia napisze zwolnienie. Normalnie o mało nie rzuciłam się dziś na kogoś z nerwów. Co mnie to, że ona cały dzień nie spała. Ja od soboty nie spię. Kupię sobie worek treningowy, a może ktoś ma i mnie zaprosi abym się wyrzyć mogła. Nie dziwcie mi się, że jestem tak źla. Ale to juz jest przegięcie. Ile można. Wzorowa uczennica. Dupa kujon, który przychodzi do domu o 15 siada na gg, przegląda Pudelka i sprawdza czy się Doda wkońcu rozwiodła czy też nie. A potem o 1 w nocy kiedy to właśnie skończy czytac Pudla to zamierza się uczyć, ale w tedy to już nie ma siły dziecko. A w szkole na każdej przerwie słyszę Jestem taka nie wyspana.
[Już możecie czytać.]
Za dużo ostatnio we mnie jest złości. Może to ze względu na to zmeczenie. Ale ja juz planuję, że w ferie jeden dzień przeznacze na odespanie całego stycznia. Jak będzie do tego 11 lutego to się jakoś zobaczy. Nie ważne. Ramy dade! Zawsze sobie jakoś poradze. Nie ma sytuacji bez wyjścia.. [Rzekł Tymbark po akcji Tymbarki :)]. Dlatego jakoś się trzymam. Doholuje się jak zawsze.

:*

komentarze [2]

>> poniedziałek, 14 stycznia 2008 20:52:04
Wiem co chce tu zamieścić. Wiem, ale tak ciężko mi to wszytsko ubrać w proste i zrozumiałe słowa. Jest mi z tym źle, bo chce tak dużo powiedzieć, a nagle nie wiem jak. Brakuję mi języka w gębie, wzasadzie to sklepionych słow. Czuję dlatego taką cholerną nie moc. Nienawidze tego uczucia. Nie.!
Zmęczone, sobotnie, czerwone, wypłowiałe. Uleciała z Nich energia i cała siła. Moje kochane oczęta starciły blask. Zeschnięty na rzesach tusz rozmyty przez łzy. Odprysnięty biały i bezbarwny lakier z paznokci - jednym słowem mój cudowny piatkowy francuz wyglada jak malowanka dzieciaka dwu letniego. Mam stanowczo dość. A to tylko dlatego, że weekend spędziłam na odpoczynku i dlatego to zmęczenie. A siedząc i wpartując się w to piękne ciemne niebo na myśl przychodzi mi tylko jedno: Chcę lato. Lato. Lato. Słońce. Zieloną trawę. Rower i całe moje letnie zycie. Myśl trzymająca mnie przy życiu na kolejny tydzień nauki i kolejny tydzień, w którym nie będe miała chwili spokoju. Uwielbiam to.
Weekend spędzony miło. Buczek. Występ. :)
WOŚP. Goście. Duzo śmiechu i łza. :)

Chyba się zmieniłam. Czuję to po sobie. Że po mimo otacząjcych mnie problemów - śmieje się. Uśmiecham się. To dzięki temu, że mam takich wspaniałych przyjaciół. ;*



komentarze [1]

>> sobota, 12 stycznia 2008 20:34:11
Siedziała na środku ciemnego pokoju. W głowie miała setki smutnych myśli. Patrzyła w jedno miejsce. Czuła dobrze twardy dół ziemi. Oczy napełniły się łzami. Nie obchodziło ją czy one spłyną. Chciała wyjść, przejść się na około miasta. Gdy myśli zaczęły płonąc, łza jedna, druga spłynęły. Czuła, że wilgotne policzki był zimne. W ogóle była zła, smutna, zapłakana, samotna. Pretensjami obrzucała cały otaczający świat. Nie miała litości. Mogła milczeć, czułą się jak stara lalka rzucona na dno do pudełka z innymi zabawkami. Miała tylko ochotę na jego wzrok, uśmiech przepełniony speszeniem. Chciała usiąść koło niego i poczuć jego zakłopotane ciało. Nie mogła. On nie chciał.
Nie rozumiała całego świata. Płakała, bo dawało jej to ukojenie. Lecz z czasem było to już bólem. Bała się, gdy minęło już tak dużo czasu, a On znów się pojawił. Nie wiedziała, co się znów dzieje, kiedy to juz się skończyło. Próbowała się uśmiechać. Udawało jej się to. Zakładała maskę przepełnioną fałszywym uśmiechem. Ukrywała się. Nie bała się o tym rozmawiać, ludzie więcej wiedzieli od Niej.
Dlaczego Ona kiedyś taka była? Teraz jest przecież inna. Znacznie szczęśliwsza, a cała swoją przeszłość wpisała w księgi. Kiedyś ją otworzy. Będzie się śmiać.
Już się śmieje.

Buczek.
Było śmiesznie :)


komentarze [3]

>> piątek, 11 stycznia 2008 17:37:30
Na niebie rysuje się kolorowa tafla. Jakby ktoś wysypał całe pudełko tęczowych kredek na błekitny kartkon. Delikatnie mroczne niebo dodaje efektu. Całośc wyglada niczym przerobione zdjęcie. Gdzieś w tle widać światła ulicznych latarni. W oddali zmeczeni ludzie wracającą z pracy. Mają nadzieje, że ten weekend spędzą z bliskimi na rozmowie. Na wypicie razem gorącej herbaty, obejrzeniu wspólnie komedii w telewizji. Piski dzieciaków ganiających się. A ja. Siedze sobie w ciepłej bluzie polarowej, odpoczywam, słucham muzyki, która mija mnie jak pędzący pociąg.
Czasami nie zdajemy sobie sprawy. Mamy na głowie tysiące własnych problemów, cudzych kłopotów. Stoimy w takim wirze. Wstać, iść do pracy, wrócić, odpocząc. Tak w ciągu, dzikie kwadratowe kółko. A nagle nadchodzi taka chwila, gdy wszystko się zatrzymuje. Świat stanął niczym zepsuty zegar. Stoi. Nie ma codziennych problemów.
Pewnien etap się zamyka. Ale zamyka się tylko dla tych, którym chcą aby się zakończył. Bo ten zmarły nigdy nie umrze, gdy będziemy o Nim pamiętać. Będzie z Nami wiecznie. Przeżyje nawet Nas.

Nie lubię samotności. Boję się jej przeraźliwie.
Czasami mam wrażenie, jakby za bardzo skupiam się nad własną osobą. Taka mała egoistyczna istota. Gadam czasami za dużo. Wszyscy mi zwracaja uwagę: Nie gadaj tyle. Mówię o tym co u mnie ciekawego się dzieje, a zapominam zapytać Co u Ciebie?.
Zrobię sobie taki mały tydzień dla przyjaciół. Spotakm się z Nimi. Wiem, ze w jeden dzień nie da się wszystkiego nadrobić. Cóż. Wybaczcie. Poprostu powiedzcie mi o tym. Nie boję się krytyki. Zasługuję na kopniaka.

;*



komentarze [2]








delightpear